(NIE)naturalne karmienie piersią. Dlaczego on nie je?

Temat tego wpisu jest pytaniem, które towarzyszy mi dokładnie od 15.02.2008 roku. Jest to dzień, w którym zobaczyłam na żywo swego pierworodnego syna. Wspomnienia totalnego sponiewierania przez poród szybko zostały zastąpione przez kilkudniowy euforyczny haj, by potem przerodzić się w poporodową deprechę. Baby blues minął po dwóch tygodniach. Niestety nie na długo. Po 4 tygodniach od narodzin na wizycie kontrolnej u lekarza okazało się, że … mój syn NIC nie przybrał. W tym momencie jak opowiadam zawsze robię dłuższą pauzę, aby do odbiorcy dotarła wypowiedziana informacja. NIC, ZERO, NULL.

Matka karmiąca piersią

Franek jest nieprzeciętnym alergikiem i z tego powodu byłam nastawiona na wyłączne karmienie piersią. To temat na wiele innych wpisów i na pewno o tym napiszę nie raz, ale nie dziś ;-). Mówi się, że karmienie to sama natura, dziecko się przecież nie zagłodzi, to niemożliwe… „Ale naprawdę nie płacze?”. Nie, nie płacze, śpi sobie po 5 godzin, je 2 minuty i tyle w temacie. Tak jak syty nie zrozumie głodnego, tak ja przy trójce dzieci nie rozumiem do dziś jak to możliwe, że wszystkie dzieci naokoło wiszą na cyckach, a moje nie.

KARMIENIE JEST W GŁOWIE

Karmienie piersią to dla mnie trauma, ale nie ze względu na nieumiejętne picie, bolesność czy cokolwiek innego z fizycznych aspektów laktacyjnych, choć i w tej kwestii nie było całkiem idealnie. To trauma psychiczna polegająca na ciągłym myśleniu o tym, że MUSZĘ NAKARMIĆ dziecko, bo wiem, że ono nie reaguje normalnie i nie je tyle, żeby przybierać te minimalne 120 gramów na tydzień. Nie znam tego luzu, o którym mówią mamy karmiące (karmienie na żądanie), nie znam tej wygody, że dziecko się naje a ja na kolejne 2-3 godziny zapominam o temacie. Ja myślałam, o tym non stop, 24h, nieprzerwanie przez cały rok.

W szkole rodzenia uczyli mnie tak: karm na żądanie (tu po prostu z automatu włącza mi się śmiech), przerwy w dzień 2-3h, maksymalnie 4h, a w nocy maksymalnie 6h bez jedzenia. Cały czas mam na myśli pierwsze 3 miesiące życia dziecka mniej więcej. Stosowałam się do tych wytycznych, ponieważ nie widziałam, żeby działa mu się jakaś krzywda. Śpi, jest zadowolony, czego chcieć więcej? nie widziałam jednego, że był chudy jak… szkoda gadać, ale to zobaczyłam dopiero na zdjęciach po paru miesiącach.

CO ZROBIŁAM?

Środki zaradcze jakich użyłam to wizyta u doradczyni laktacyjnej, laktator w ruch i karmienie co 2h. Jak maszyna, chce czy nie chce, musi pić. I dokarmianie. Rurka przy piersi i podczas picia z piersi podawanie dodatkowej ilości mleka. Nigdy nie podałam mu butelki. Taka byłam zawzięta, a co! O schizie dotyczącej tego, że mam za mało mleka chyba już nawet nie muszę wspominać.

uciekająca przerażona matka,

Efekt był prawie natychmiastowy, mały zaczął nabierać ciała, a ja… No właśnie, to był mega trudny czas. Nie wspominam samego karmienia jako czynności naturalnej. Pomimo tego, że synek jadł potem już regularnie i historie z brakiem przyrostu masy się nie powtórzyły, to ja już pozostałam w strachu i stresie o to, żeby nie zderzyć się z problemem pierwszego miesiąca.

TA WALKA MIAŁA SENS

Kiedy Franek miał 6 m-cy nastąpił kilkudniowy bunt na pierś. Pamiętam jak powróciły ze zdwojoną siłą lęk i stres o to, co się znowu dzieje? Na szczęście minęło. I pewnie pojawia się w Twojej głowie pytanie o to, po co to wszystko? Po co ta cała męczarnia? Otóż przyświecał mi jeden bardzo klarowny i niepodważalny w swej słuszności cel. Dobro mojego dziecka i jego zdrowie. Jedynym i najlepszym lekarstwem na jego alergie był pokarm matki, dlatego postanowiłam mu go dać. Mając świadomość tego, że ma to tak istotne znaczenie dla niego na tamten moment, ale i całe życie (tak, to ma dalekosiężne konsekwencje) nie mogłabym żyć ze spokojnym sumieniem poddając się w tamtym momencie. Z perspektywy całego życia to był TYLKO rok. Byłam przeszczęśliwa gdy skończyłam, ale satysfakcja i poczucie zrobienia wszystkiego co w mojej mocy, by dać to co najlepsze mojemu dziecku było o wiele większe. Dlatego.

boris

To jest tylko pierwszy epizod moich doświadczeń z karmieniem piersią. Potem ukazały się jeszcze dwa. Ale o tym kolejnym razem :)

Chcę więcej, więcej!
Dołącz do do mojej Paniowej grupy subskrybentów. Nie pożałujesz :-)
Nie lubię spamu i nigdy go ode mnie nie dostaniesz. Twoje dane są u mnie bezpieczne, nikomu ich nie udostępniam i z nikim się nie dzielę. Never!
  • Mariola

    To ja miałam szczęście w porównaniu z Tobą: mój syn także nigdy „nie wisiał” na cycku”, tylko jadł dosłownie 5 minut co ok. 2-3 h, a przybierał w pierwszych miesiącach ponad 1 kg/miesiąc. Jak on to robił? Tylko on wie;) Poza tym też alergik i karmimy się nadal (1,5 roku nam stuknęło;)). A jak u Was z alergią? Jest poprawa?

    • http://celebratelife.pl Agnieszka Fechner

      Dziś Franek ma już 8 lat, z alergii pokarmowej wyrósł. Wszystko przeniosło się na pyłki, więc od marca do końca lata ciągle coś mu dokucza. AZS w zestawie oczywiście.

  • http://patishandmadewonderland.blogspot.com Patrycja

    Szacun, naprawdę!!! Mega!!!! Mnie moje dzieci rozpieściły, przybierały tak, że jak połozna przychodziła to nawet wagi nie wyciągał, bo szkoda czasu i tak widać, że przybrało.
    Ale nie tak różowo….nie, nie… one wisiały na cycku,dosłownie 24 h przez pierwsze 3 mce, miałam krótki przelot na prysznic i toaletę przy wtórze awantury i znowu cyc.
    Ja też zawzięta baba jestem i jak sobie postanowię to nie ma przebacz,więc karmię po 2 lata, bo tak sobie uznałam i już drugi rzut niedługo powinnam odstawiać,ale jakoś tak mi szkoda :( Matka polka 😉

    • http://celebratelife.pl Agnieszka Fechner

      Takie wiszenie to moje marzenie 😉 a generalnie zawsze dobrze nam tam, gdzie nas nie ma :) Gratuluję wytrwałości. Dla mnie rok i 2-3 m-ce to max. Być może byłoby inaczej gdybym miała inne doświadczenie