Mniej znaczy więcej, naucz się sobie odpuszczać



Życie współczesnej kobiety, tj. takiej, która chce realizować siebie na wszystkich płaszczyznach może doprowadzić do frustracji i poczucia porażki. Paradoksalnie zamiast dać uczucie spełnienia, ma wrażenie, że życie ucieka jej między palcami. Nie skłamię jeśli powiem, że mam na myśli tutaj w jakiejś mierze siebie, ale sądzę, że taka sytuacja dotyczy wielu kobiet. Dziewczyny żyją w potrzasku między pracą zawodową a życiem rodzinnym, między pracą na etacie a szukaniem pomysłu na siebie itd.

zmęczona kobieta, mniej znaczy więcej

NIE DA SIĘ MIEĆ WSZYSTKIEGO

Przez lata kiedy na zmianę byłam w ciąży i pracowałam, zauważyłam bardzo wyraźnie jedną rzecz. Nie da się mieć wszystkiego. I może trochę zazdroszczę kobietom, które jeszcze wierzą w to, że mogą mieć idealny związek, grzeczne dzieci, wymarzoną pracę, a wieczorem pachnieć i gotować super kolację. Ja już wiem, że pewne rzeczy trzeba sobie odpuścić, bynajmniej nie w poczuciu porażki, ale właśnie po to, by w końcu odnaleźć szczęście.

Kiedy 8 lat temu urodziłam Franka, a był to trzeci rok studiów, myślałam że nie dam rady. Studia z dzieckiem? To jakaś masakra! Na obronę jechałam dwa tygodnie po porodzie… Zdałam, było miło i poszłam dalej. Zresztą to już nie był tak do końca priorytet. Zdałam też magisterkę będąc w drugiej ciąży. W międzyczasie pracowałam. Bardzo chciałam pracować zawodowo, uwolnić się z tego uwiązania przy pieluchach. Znasz to uczucie? Zna je chyba każda mama 😉 Pracowałam w zawodzie, w czymś co bardzo lubię robić (uwielbiam wszelką robotę papierkową, księgowość jest the best!), ale po roku odkryłam, że w żadnej, ale to w żadnej mierze moje poczucie szczęścia nie zależy od tego czy pracuję zawodowo czy też nie. Bardzo doceniłam to doświadczenie, bo pozwoliło mi odkryć, że to nie jest źródło mojego zadowolenia. O ileż bardziej zależy ono od innych rzeczy…

dziewczynka w kwiatach

 

szczęśliwe dziecko na plaży, mniej znaczy więcej

Po roku pracy wróciłam do domu już na zwolnieniu lekarskim oczekując na narodziny Rity. Od dwóch miesięcy znowu pracuję zawodowo, po odchowaniu Antka. Temu powrotowi na rynek pracy towarzyszył naprawdę duży entuzjazm, ale znowu odkryłam to, że moje szczęście nie urosło nic a nic przez to, że siedzę w biurze i robię to co lubię.  Ono leży zupełnie gdzie indziej. Przede wszystkim i na pierwszym miejscu bezapelacyjnie jest to moja relacja z mężem. Co z tego, że ktoś ma pracę życia, że kocha to co robi jak wraca do domu, gdzie zalatuje doliną i samotnością we dwoje? Co z takiej pracy, kiedy jej koszty w postaci nieustannej nieobecności w życiu dzieci są tak duże, że mama widzi malucha na dwie godziny przed snem? A może w ogóle odkłada decyzję o dziecku, bo nie będzie w stanie pogodzić życia rodzinnego i zawodowego. I chociaż czuje, że mogłaby już być mamą wrzuca tą myśl szybko na zaplecze. Oczywiście życie nie kończy się na dzieciach, byłoby straszne gdyby tak było. Przecież one kiedyś wyjdą z domu, a wy zostaniecie znowu tylko we dwoje.

dziewczynka na łące

MNIEJ ZNACZY WIĘCEJ

Dlatego zaczęłam sobie odpuszczać pewne rzeczy, w których nie znalazłam tego dodatniego ładunku. Nie zabijam się o to, żeby w domu był idealny porządek. Nie mam wyprasowanej garderoby i wypastowanych butów. Nie zawsze mam ugotowany obiad i nie zawsze mam czas na czytanie książek. Za to czuję się szczęśliwa gdy odbieram radosne dzieciaki z przedszkola, gdy idziemy do lasu i urządzamy urodzinową imprezkę. Widzę, że mam o czym rozmawiać z moją rodziną, że siedzimy długie godziny przy stole i pomagamy sobie nawzajem. Że z moim mężem nie łączy mnie tylko wspólne ogarnianie domu. To jest wartość dodana do mojego życia. Od niedawna tą wartością jest też ten blog, który jest w mojej głowie już od bardzo dawna, ale dopiero teraz miałam odwagę wypuścić go z tej klatki. To też daje mi poczucie spełnienia. Podjęłam decyzję i krok po kroku realizuję zamysł. Pewnie za jakiś czas odejdę z etatu, ale póki co jeszcze trochę ponapawam się tą myślą, że nie jest mi on do niczego potrzebny (oczywiście mam na myśli, aspekt psychologiczny).

relax, mniej znaczy więcej

A więc kobietki, jeśli nie czujecie, że coś na czym się spalacie dodaje Waszemu życiu koloru, po prostu odpuście to sobie. Dla każdej z Was będzie to coś innego. Wspaniale jest mieć wszystko idealnie, ale tak się nie da. Najcenniejszy w dzisiejszych czasach jest czas. Każdy z nas ma go za mało, więc nie traćmy go na rzeczy mało wartościowe oszukujące nas, że z nimi będzie nam lepiej. Nie będzie, zapewniam.

Ps. Na początku posta dodałam player do utworu. Teraz będę robić tak częściej, bo muzyka to nieodłączna część mojego życia. Mam nadzieję, że Wam się spodoba ten pomysł.
Chcę więcej, więcej!
Dołącz do do mojej Paniowej grupy subskrybentów. Nie pożałujesz :-)
Nie lubię spamu i nigdy go ode mnie nie dostaniesz. Twoje dane są u mnie bezpieczne, nikomu ich nie udostępniam i z nikim się nie dzielę. Never!
  • http://london-lavender.com Ania

    Bardzo szczery artykuł i mimo perfekcyjnych zapędów zgadzam się z Tobą. Już teraz ledwo ogarniam moje pomysły i plany a wiem, że z dziećmi będę mieć na to jeszcze mniej czasu. Grunt, żeby wybrać co jest najważniejsze.

    • http://celebratelife.pl Agnieszka Fechner

      Z planami i pomysłami mam największy problem ostatnio. Mam tego tyle w głowie, możliwości i drogi się mnożą i kompletnie nie wiem co odpuścić a za czym iść dalej. Także post pisałam także sama do siebie 😉

  • http://czasglammam.pl GlamMam

    Zgadzam się z autorką. Ja robię wszystko. Wszystko co jest dla mnie ważne, bo pozostałe rzeczy po prostu w ogóle nie figurują na mojej liście rzeczy do zrobienia. Tych ważnych rzeczy też w sumie trochę jest, ale dzięki temu, że pracuję nad zwiększaniem produktywności czasu jest więcej. Produktywność to mój konik.