Matka frustratka? Jak uniknąć rodzicielskiej niemocy



Frustracja to uczucie, które jest bardzo niepożądane. Nie chcemy jej w żadnej sferze życia, bo ona oznacza że nasze działania i nakład pracy jaką wykonaliśmy nie doprowadził nas do osiągnięcia celu. Nasze zaangażowanie nie przełożyło się na dobre efekty. Efekty, których chcemy już, teraz. Frustracja przypomina nam, że nie jest tak jak byśmy chcieli żeby było. Są to jakby wyrzuty sumienia wobec siebie samych pojawiające się w sposób nieświadomy. Nie jesteśmy jednak zupełnie bezbronni.

frustracja

RODZIC W NIEMOCY

Frustracja rodzica ma wiele twarzy i wiele źródeł. Niestety jest raczej nieodłącznym elementem rodzicielstwa, z którym musimy zmagać się wiele razy w ciągu całego okresu wychowywania naszych dzieci. Widzimy oczami wyobraźni to jak powinno wyglądać, zachowywać się, uczyć, dorastać nasze dziecko, a w rzeczywistości nasz cel wychowawczy okazuje się niemożliwy do spełnienia. Nie jest on nierealny, ale nie możemy go osiągnąć tymi metodami, które stosowaliśmy do tej pory.

GDZIE LEŻY PROBLEM

Problem często ma swoje źródło w tym, że projektujemy w najmniejszych szczegółach życie naszych dzieci. Już od maleńkości chcemy dać im wszystko to co najlepsze, w dużej mierze najlepsze w sensie materialnym. Chcemy móc zapewnić im najlepsze zabawki, najlepszy żłobek, potem przedszkole i szkołę wybierane bardzo skrupulatnie. Niektórzy planują nawet, że ich dziecko na pewno pójdzie na studia i nie decydują się na kolejne ze względu na słabe prognozy budżetu domowego, który mógłby nie znieść takiego obciążenia. Chcemy zapewnić dzieciom rozwój na najwyższym poziomie, gubiąc po drodze istotę rodzicielstwa.

samotny miś

Planujemy to jak będziemy wychowywać nasze dzieci, jakich błędów na pewno nie popełnimy i jak się nie będziemy na pewno zachowywać. Najczęściej te zamierzenia są bardzo dobre, jednak w zderzeniu z rzeczywistością okazuje się, że coś nam nie wychodzi. Nie jest tak jak miało być. A miało być tak pięknie.

GDZIE TA CIERPLIWOŚĆ

Cierpliwość chyba jako pierwsza jest wystawiana na próbę sił. Od chwili porodu jesteśmy testowane ile możemy znieść. Ile godzin płaczu, ile kolek, nieudanych karmień piersią, niewyspanych nocy. Jak długo będziemy w stanie ze spokojem okiełznywać pełnego energii dwulatka, który ma gdzieś układanie puzelków. Jak długo jesteś w stanie wysiedzieć przy lekcjach widząc, że dziecku nie za bardzo wiedza wchodzi do głowy. Albo nie ma ambicji być najlepszym. Jak długo jesteś w stanie akceptować flegmatyczny charakter wiecznie znudzonego chłopca. A może ruchowo jest jakiś nieporadny, a do tego nie ma zamiaru chodzić na akademie piłki nożnej jak ojciec zaplanował.

W każdej z tych sytuacji potrzebujemy wyjść ze swojego schematu myślenia. Zapomnieć o tym co planowaliśmy i dostosować się do możliwości i temperamentu dziecka. Uelastycznić swoje metody tak, żeby nie przeszkadzać dziecku w jego naturalnym rozwoju. O nadmiernych wymaganiach rodziców pisałam już w tym poście.

PUNKT KULMINACYJNY: FRUSTRACJA!

Kiedy frustracja staje z nami twarzą w twarz konieczne jest jak najszybsze przeciwdziałanie jej skutkom. Zamiast myśleć o wystrzeleniu się w kosmos spróbuj złapać oddech przez uświadomienie sobie kilku kwestii:

1.Nie jesteś człowiekiem cyborgiem zaprogramowanym na ciągłe odczuwanie radości i zadowolenia. To jest niemożliwe. Jesteśmy tylko ludźmi, choć stworzonymi cudownie, to jednak nie pozbawieni wad i ułomności. Nie miej wyrzutów sumienia, gdy wkurzasz się, że Ci dziecko marudzi od kilku godzin. Cokolwiek nie zrobisz, to nie jest to czego ono chce. Każdego taka sytuacja doprowadziłaby na skraj wytrzymałości. Przede wszystkim wiedz, że takie uczucia towarzyszą każdej mamie, bez wyjątku i nie jest to nic złego. Ważniejsze jest to, żeby frustracji nie wylewać na dziecko, które swoją drogą niewiele za siebie może.

2. Kiedy źródłem Twojej frustracji jest permanentny brak snu, poproś tatę dziecka, by zajął się nim w weekend a Ty odeśpij. Tego nie da się załatwić inaczej niż przez sen. Niestety. Nie ma taty? Jest babka, ciotka, koleżanka, ktokolwiek. Albo przynajmniej śpij w porze dnia kiedy śpi także Twoje dziecko. Niewyspanie potrafi zniszczyć najpiękniejsze nawet chwile. O cierpliwości możesz zapomnieć.

suszenie włosów

3. Staraj się nie planować tego co jest uzależnione od rzeczy niezależnych od Ciebie. Masło maślane, ale z sensem. Nie jesteś w stanie przewidzieć talentów, charakteru, temperamentu i osobowości swojego dziecka. Nie zakładaj, że w ogóle będzie chciało być takie jak Ty tego chcesz. Unikniesz w ten sposób rozczarowań. Lepiej wsłuchać się w dziecko i dawać mu to co jest dla niego najodpowiedniejsze w danej chwili. Nie zabraniaj mu także liznąć wszystkiego po trochu. Oczywiście staraj się w nim wzbudzać poczucie odpowiedzialności za podjęte działania, ale nic na siłę. Poszukiwanie też jest bardzo twórcze, a nie raz prowadzi do zaskakujących odkryć o wiele ciekawszych niż byłabyś w stanie zaplanować

Zanim się ożeniłem, miałem przygotowanych sześć różnych teorii na temat wychowywania dzieci. Teraz mam sześcioro dzieci i żadnej teorii

 

 

John Wilmot

4. Kiedy widzisz, że Twoje metody wychowawcze się nie sprawdzają, staraj się szukać nowych rozwiązań. Być może inny sposób będzie lepszy na Twojego szakala 😉 Trwanie przy nieskutecznej metodzie jest prostą ścieżką do załamania. Zamiast marnować energię na rozmyślanie jaka to jesteś beznadziejna, bo nie umiesz ogarnąć małego człowieka, zastanów się co i jak możesz zmienić.
5. Nie zapominaj w tej całej walce o sobie. Niektóre kobiety tak bardzo oddają się macierzyństwu, że po jednym dziecku nie są w stanie mieć ich więcej. Niemożliwe jest być non stop zaangażowanym na 100%. Takie macierzyństwo spala i jest źródłem mega frustracji. Dlatego zadbaj o higienę swojej psychiki i zrób coś dla siebie. Idź do kina, wyjedź na dwa dni do siostry, przyjaciółki. Poczuj, że nie jesteś tylko matką, ale też żoną, koleżanką itd. Weź oddech i popatrz z oddali na to co masz. Na pewno docenisz to o stokroć bardziej niż z domowej kuchni w utytłanym fartuchu.

kawa i relaks
6. Na koniec dodam, że kiedy tylko dopada Cię myśl o tym, że to wszystko jest bez sensu pomyśl, że Twoje dziecko nie jest Twoją własnością. Nie urodziłaś go tylko dla siebie i Twojej rodziny. Zostało Ci ono podarowane, rób co w Twojej mocy by wychować je jak najlepiej i kochaj z całych sił, ale nie zapominaj o tym, że jest ono niezależną jednostką ludzką i nie na wszystko masz wpływ. Takie podejście pozwala się trochę zdystansować do tego wszystkiego.

Żeby dodać Wam jeszcze trochę motywacji i pokazać, że wszyscy mamy podobnie podam Wam cytat (autor nieznany)

W rodzicielstwie najtrudniejsze jest pierwsze 40 lat

 

 

Uśmiałam się po pachy! :-)

Chcę więcej, więcej!
Dołącz do do mojej Paniowej grupy subskrybentów. Nie pożałujesz :-)
Nie lubię spamu i nigdy go ode mnie nie dostaniesz. Twoje dane są u mnie bezpieczne, nikomu ich nie udostępniam i z nikim się nie dzielę. Never!
  • http://nihil--novi.blogspot.com/ Nihil Novi

    Ja na wszystko patrzę jeszcze z perspektywy dziecka, nie rodzica, ale wydaje mi się, że kluczową kwestią jest zawsze dialog. Każda ze stron może zdecydować się na jakieś drobne ustępstwa, a to może zmniejszyć frustrację każdego z nich 😉

    • http://panimatka.pl/ Pani Matka

      Tak, patrzenie na sytuację z punktu widzenia dziecka nie raz bardzo mi pomaga. A dialog owszem, gorzej gdy dziecko jeszcze nie dialogowe 😉

  • http://zorganizowani.com/ Zorganizowani

    Danie dziecku swobody i możliwości wyboru własnej ścieżki to chyba jedna z najważniejszych rzeczy. I dodatkowo niezakopywanie go mnóstwem zajęć dodatkowych. Czasem aż robi mi się przykro, kiedy obserwuję moich uczniów, którzy cały dzień spędzają na lekcjach i zajęciach – najpierw w szkole a potem poza nią. A gdzie w tym wszystkim czas na dzieciństwo, zabawę i beztroskę?
    Kinga

    • http://panimatka.pl/ Pani Matka

      Zgadzam się, że dziecku trzeba dać dużo przestrzeni do dokonywania samodzielnych wyborów. Myślę jednak, że dzieci trzeba też delikatnie nakierunkowywać biorąc pod uwagę jego predyspozycje i dać mu możliwość rozwoju jeśli sprawia mu to radość. Problem jest z wpychaniem dzieci na siłę tam, gdzie one nie czują się dobre i dobrze…