Lekarz kontra internetowy specjalista

Zawód lekarza wzbudza w nas emocje. Pozytywne lub negatywne, ale chyba każdy z nas ma coś do powiedzenia w tej kwestii. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi jest na pewno wiele i każda z nich ma swoją rację. Jednak ja myślę, że to co wywołuje w nas te emocje bierze się głównie z tego, że posługa lekarza jest ściśle i bezpośrednio związana z naszym życiem. Celowo nie napisałam, że ze zdrowiem, ale z życiem, bo zdrowie jest tylko jakimś kawałkiem naszego życia. Lekarze są w stanie uczynić coś więcej niż rozpoznać chorobę i zaproponować odpowiednie leki. A zdarza się, że to jest już wielki wyczyn.

 

lekarz internetowy specjalista

KIM POWINIEN BYĆ LEKARZ

Doskonale na to pytanie odpowiedział prof. dr. hab. n. med. Jerzy Woy-Wojciechowski mówiąc, że „to człowiek, który ma specjalne predyspozycje do dawania siebie innym„. Nie jestem w stanie wymyślić lepszej definicji lekarza. Kryje się w niej kilka wątków. Pierwszy to ten, który mówi o osobie o specjalnych predyspozycjach. Nie każdy się do tego nadaje! Ale to już wiemy, prawda? Mam jednak czasem wrażenie, że nie każdy doktor zdaje sobie z tego sprawę i uparcie tkwi w miejscu, w którym kompletnie nie spełnia swojej roli. Dla przykładu jakaś osoba może być wybitnym naukowcem w laboratorium i tworzyć wspaniałe rzeczy w dziedzinie medycyny, ale nigdy nie sprawdzi się w kontakcie z drugim człowiekiem. Pacjentem z krwi i kości, a co więcej z problemem! Bycie lekarzem to powołanie, które albo się ma, albo nie. Nie wystarczy, że ma je moja mama. Oczywiście może tak się zdarzyć, ale nie brałabym tego jako jakiś pewny pakiet dostarczany razem z genami. Te specjalne predyspozycje to umiejętność komunikowania się z pacjentem, okazywanie współczucia, bez zbędnej czułostkowości czy sentymentalizmu, ale z pewną dozą wrażliwości na cierpienie drugiej osoby.

Wątek drugi w tej definicji to: dawanie. Ta relacja jest niestety jednostronna, dlatego do tego potrzeba powołania. Człowiek przeciętnie jest raczej nastawiony na siebie, z czego wynika wiele problemów, a tu mamy jasno i wyraźnie powiedziane: dawanie. To znaczy, że lekarz powinien być nastawiony na pewnego rodzaju poświęcenie. Lekarz musi dawać swój czas, swoją uwagę i swoją wiedzę. Co więcej, powinien dbać o to, by dokształcać się, żeby móc dać z siebie jak najwięcej i jak najlepiej.

pomocne ręce

Wątek trzeci: siebie innym. To w pełni pokazuje i potwierdza wątek drugi. Lekarz siebie daje innym. W gabinecie często mam wrażenie (a już na pogotowiu w szczególności), że pacjent to jest niepożądany problem, zaburzający szpitalny, gabinetowy czy jakikolwiek inny mir (chyba, że przyjmuje prywatnie). Lekarz nigdy nie powinien osądzać pacjenta (mi jako matce dzieci zdarzało się słyszeć „a dlaczego Pani nie przyjechała?”, „a po co Pani przyjechała?”). Wyrozumiałość, nieosądzanie i otwarcie się na drugiego człowieka to jest to czego nam potrzeba.

KIM NAJCZĘŚCIEJ JEST LEKARZ

To wszystko co wyżej napisałam niestety brzmi jak jakaś utopia. Ze zrezygnowaniem stwierdzam, że większość napotkanych przeze mnie lekarzy nie ma w sobie nawet połowy tego co wymieniłam. Mam do nich o to żal i nie chce mi się ich bronić, dlatego że arogancja, lenistwo, niewiedza i brak szacunku są w tym środowisku bardzo powszechne. Oczywiście nie mogę generalizować, bo skrzywdziłabym wielu wspaniałych i oddanych lekarzy, ale są oni jednak w mniejszości.

W czasach, w których dostęp do informacji jest praktycznie nieograniczony, a wiedza właściwie „leży” na talerzu, wiele ludzi samodzielnie zaczyna zdobywać taką, która pomoże im ratować zdrowie swoje lub swojej rodziny. Często jest to spowodowane tym, że nie otrzymali pomocy od lekarzy do których wcześniej się udali. Albo po prostu chcą prowadzić zdrowy tryb życia. I w tym miejscu dochodzimy do problemu, który dla wielu lekarzy jest nie do przeskoczenia. Mam wrażenie, że traktują medycynę jak wiedzę tajemną i za wiele nie mogą zdradzać. Tutaj w żadnym wypadku nie deprecjonuję wszystkich lat nauki, studiów, staży i specjalizacji (to jest wielka rzecz), ale myślę, że każdy może na swoje potrzeby zgłębiać wybrane dziedziny medycyny, a nawet może być w tym dobry!

Moje dzieci są silnymi alergikami i głównie z tego powodu na dietach, alergiach, atopiach i wielu innych tematach „zjadłam zęby”. Setki godzin czytania, 8 lat doświadczeń, obserwacji i prób doprowadziły do sytuacji, w której nasz lekarz pediatra nie raz pytał czy pracuję w służbie zdrowia. Co więcej, w związku z tym, że jest także wykładowcą na uniwersytecie medycznym nie raz mówi swoim studentom, że spokojnie mogliby uczyć się od matek jak rozpoznawać pewne objawy u dzieci itd. A jest wybitnym lekarzem dokładnie takim jak w opisanej definicji. Mówiąc w skrócie, lekarz z powołania, więc wszystko już wiecie. Znam takich jeszcze tylko kilku, a miałam do czynienia z wieloma (nie tylko pediatrami).

LEKARZ KONTRA INTERNETOWY SPECJALISTA

Czego przeciętny lekarz nie znosi? Kiedy pacjent zadaje pytania. No chyba, że pytasz o to jak brać syrop czy tabletki, to ok. Generalnie najlepiej jak pacjent jest potulny i cichy jak baranek (albo raczej baran). Nie waż się pytać o to co, jak i dlaczego. Skąd coś się bierze, jakie są przesłanki i na na jakiej podstawie. Napięcie nerwowe podnosi się wtedy natychmiast, a w głowie zapala się czerwona lampka: uwaga! internetowy specjalista. Najlepiej też nie wychodzić przed szereg ze zbyt szczegółowym opisem objawów i obserwacji, wywiad właściwie jest zbędny.

lekarz internetowy specjalista

Przez te wszystkie lata zauważyłam, że problem nie leży w tym, że ludzie zdobywają wiedzę (jakkolwiek, z książek czy internetu), ale w tym, że pacjenci chcą tą wiedzę skonfrontować czy zweryfikować u lekarza. Okazuje się, że medykom tej wiedzy wielokrotnie brakuje, by móc ze spokojem i pewnością swojej wyższości (nie jako człowieka, ale jako doświadczenia) odpowiedzieć na wątpliwości czy pomysły pacjenta. Bo nawet, jeśli to co wyczytał to bzdury, to wytłumacz to doktorze, a przynajmniej wysłuchaj i wskaż jak jest naprawdę, a nie traktuj człowieka jak idioty, który myśli, że coś wie, a nic nie wie. Wspomniany już przeze mnie pediatra odpowiedział na setki moich pytań (także tych zaciągniętych z internetu) i nigdy żadne go nie zdenerwowało. Jest tak tylko dlatego, że ZAWSZE potrafił wszystko wyjaśnić, podeprzeć się badaniami, doświadczeniem i praktykowaną wiedzą.

Kiedy okazuje się, że pacjent ma jakieś doświadczenie i potrafi powiązać fakty z wynikami rozmowa nie jest już taka prosta. A kiedy leżysz z dzieckiem w szpitalu 3 dni i nie wiadomo do końca dlaczego, bo niby wszystko ok, ale coś kombinują niewiele mówiąc, orientujesz się, że szpital musi wyrobić normę 3 dób, żeby otrzymać pieniądze za wasz pobyt. Więc kiedy zaczynasz drążyć i dopytywać jaki jest plan działania i co konkretnie zamierzają zrobić sytuacja staje się nerwowa. Jak możesz w ogóle pytać? „My tu jesteśmy panami”. NIE! Wy tu jesteście w służbie drugiemu, a my mamy prawo do pełnej informacji. Apogeum tego zjawiska jest chyba na oddziałach położniczych. Matki naładowane hormonami, zatroskane o nowo narodzone dzieci nie są w stanie dowiedzieć się, dlaczego ich dziecko dostaje antybiotyk. Dlaczego zabierają ciągle malucha i nie mówią po co. Tylko nie waż się pytać nadwrażliwa mamusiu.

struś

Ostatnio byłam z najmłodszym synem na pogotowiu. Obudził się o 23ciej z płaczem nie do ukojenia. Nie chciał pić, nie mógł spać i krzyczał wniebogłosy. Widać było, że coś go boli. A że kilka dni wcześniej najstarszy syn zakończył dwutygodniową antybiotykoterapię w związku z zakażeniem skóry paciorkowcem wystraszyłam się, że może młodszy coś podłapał. Na izbie przyjęć opowiedziałam o objawach, doktor powiedział: to wirus. Dodałam historię o paciorkowcu i jednak zmienił diagnozę: „wirus, ale może być bakteria”. Wypisuje receptę, antybiotyk. Pytam jaki. A on wyburkał: ogólny. Co to jest antybiotyk ogólny? Ale co miał powiedzieć, jak jego motywem był „wszelki wypadek” i „w razie czego”. Tyle się trąbi o nadużywaniu antybiotyków, o tym, że za 50 lat nie będziemy w stanie leczyć prostych chorób, bo bakterie mutują…

Niestety, w jakiejś mierze ten zawód degraduje się w młodym pokoleniu (widzą to także wybitni lekarze starszego pokolenia) i coraz rzadziej spotykamy tych, którzy traktują swój zawód jako misję. Pan profesor wyraźnie powiedział: „Dla lekarza nie ma taryfy ulgowej, godziny czy minuty, w której nie byłby gotowy do służenia innym.” Jest to arcytrudne, ale jeżeli ktoś zdecydował się podążać tą drogą, to powinien starać się to robić jak najlepiej. Pytający i poszukujący pacjent to nie taki, który chce ich zaatakować, zdemaskować czy wykazać się jakąś wiedzą. On zazwyczaj chce po prostu rozumieć co się dzieje, a nade wszystko być zdrowy. Czy to tak trudno zrozumieć?

zrozumienie

Chcę więcej, więcej!
Dołącz do do mojej Paniowej grupy subskrybentów. Nie pożałujesz :-)
Nie lubię spamu i nigdy go ode mnie nie dostaniesz. Twoje dane są u mnie bezpieczne, nikomu ich nie udostępniam i z nikim się nie dzielę. Never!
  • http://nettelog.pl/ Żaneta J.

    Tak, też po przeczytaniu Twojej definicji lekarza pierwsze co pomyślałam: „utopia”. Ja wiarę w nieomylność lekarzy straciłam już dawno. Gdybym nawet sama nie zaczęła się interesować, przeszukiwać internet w poszukiwaniu informacji, to i tak sami sobie przeczą i nawzajem siebie blokują. Jeden powie jedno, drugi zaprzeczy, a trzeci stwierdzi, że nie widzi związku… I weź tu ślepo ufaj lekarzom i nie sprawdzaj, co mówią… :( A niestety jest to zawód, w którym niewiedza może być dosłownie zabójcza.

    • http://panimatka.pl/ Pani Matka

      Żaneta dokładnie jest tak jak napisałaś. Wczoraj rozmawiałam ze znajomą lekarką na specjalizacji. Włos się na głowie jeży kiedy się słucha jak to wygląda od podszewki…

  • http://kolorowyswiatmarzen.blogspot.com/ Dorota

    Hmm, ciekawie to opisałaś. Leczę się od dzieciństwa na różne choroby i różne odmiany lekarzy spotykałam, także w swojej pracy. Nie można wszystkich mierzyć jednakowo, choć często jest tak jak piszesz. Pozdrawiam :)

    • http://panimatka.pl/ Pani Matka

      Zgadzam się, że nie można zbyt mocno generalizować, ale jednak każdy z nas ma doświadczenie ze „słabym” lekarzem. Patrząc na idee (pierwsza część postu), to z życiem jednak ona mocno się kłóci :/

      • http://kolorowyswiatmarzen.blogspot.com/ Dorota

        To prawda, nie da się tego nie zauważyć. Dobry kontakt z pacjentem to połowa sukcesu, a niektórzy z nich są po prostu zarozumiałymi bufonami bez wiedzy. Czasem się zastanawiam czy mam po co iść, sama recepta to nie wszystko. Lekarze o tym zapominają, niestety…

        • http://panimatka.pl/ Pani Matka

          O, dobrze powiedziane: „bufony bez wiedzy”. Przełknęłabym jeszcze bufonów, ale bez wiedzy to już niestety nie da się…

          • http://kolorowyswiatmarzen.blogspot.com/ Dorota

            Niestety, nie da się ukryć że tak jest. Przykre to, ale prawdziwe. Choruję od dzieciństwa na różne choroby, Miałam 6 różnych operacji nie wliczając w to dwóch cesarek, przy jednej ledwo uszłam z życiem. Po latach mało nie umarłam i nie straciłam nerki przez jedną bufoniastą panią, która wypisała stos leków nie tych co trzeba, drwiąc z mojego stanu, a było bardzo źle. Wykończyła w ten sposób kilka znajomych mi osób, powinna mieć tytuł grabarz, nie lekarz. Później miałam interferon, paskudztwo totalne, przy którym miałam mieć zapewnioną max opiekę na każdy telefon. Kiedy zaczęłam krwawić z przewodu pokarmowego i zadzwoniłam spanikowana do szpitala, nawrzeszczano na mnie, że dodzwoniłam się do internisty nie do zakaźnika. Zanim cokolwiek zdążyłam odpowiedzieć, pani duktur (inaczej jej nie nazwę) się rozłączyła. Później było zwalanie skutków po interferonie na inne przyczyny, bo co tam… To tylko kilka przykładów, nie wspomnę jak zachowują się poniektórzy we współpracy z pielęgniarkami. Słoma z butów wystaje. Ale trafiłam i trafiam też na prawdziwych profesjonalistów, szkoda tylko że jest ich niewiele…

          • http://panimatka.pl/ Pani Matka

            Dorota, rzeczywiście masz trudne przejścia, przykro mi. Kiedy słucham czegoś takiego, to wściekłość mnie bierze na to partactwo. Mam nadzieję, że będziesz spotykać więcej dobrych specjalistów. Dużo zdrowia :-*

          • http://kolorowyswiatmarzen.blogspot.com/ Dorota

            Dziękuję :* Wszystko da się przejść, to są tylko wspomnienia 😉

  • http://serwisantka.pl Ania — Pani Serwisantka

    Z jednej strony myślę sobie, że to tak, jak w każdej branży – nie zawsze mamy szczęście trafić na kogoś zaufanego. Z drugiej – ja niestety już od dawna nie trafiłam na lekarza „z powołania”. Niestety.

    • http://panimatka.pl/ Pani Matka

      No właśnie Aniu, czyli jednak jest problem… Poza tym to nie jest jakaś tam branża tylko nasze zdrowie, dlatego jest taka frustracja i takie wnioski.

  • http://homoturisticus.pl Homoturisticus

    Piękny wpis… Niestety osobiście z od samego dzieciństwa lekarzami wiążę same negatywne wspomnienia. Efektem jest to, że do lekarza idę, kiedy już naprawdę „umieram”, jak to żartobliwie określam. A tak nie powinno być.
    Ot, jak postawa lekarza może wpływać na psychikę pacjenta…

    • http://panimatka.pl/ Pani Matka

      Przykro się tego słucha… Ja też idę dopiero wtedy kiedy moje działania nie przynoszą skutku… czasem tak się zdarza 😉 (to tak ogólnie). A dobrego dermatologa szukam już 8 lat. Jak na razie bezowocnie.

  • http://panimatka.pl/ Pani Matka

    Czasami trudno ich znaleźć, gdy akurat jest potrzeba 😉 ale jak już się znajdzie to trzeba trzymać się z całych sił i nie puszczać 😉